a-homer-simpson-the-simpsons-wallpaper-640x265

Homer Simpson-Kowalski, czyli o absurdach drogowych

przez • 18/01/2014 • Przemyślenia, WiadomościKomentarze (0)

Polska jest krajem absurdów, a nasze drogi są jednym z najbardziej miarodajnych sposobów na zweryfikowanie tego. Podobno po naszych drogach jeździ około 18 000 000 samochodów! Oznacza to, że dysponujemy właśnie tyloma potencjalnymi narzędziami zbrodni.

Większość rodaków dumnie stwierdza, że są dobrymi kierowcami, ale w dzisiejszych czasach niewiele trzeba, aby zapracować sobie na wyniosłe przymiotniki, szczególnie w kontekście indywidualnej oceny. W końcu naszemu bardzo cywilizowanemu społeczeństwu przyświecają takie określenia, którymi można się tylko zachłystywać. Toż to kultura wysoka i wyrafinowanie. Humanitaryzm, etyka i moralność, w końcu w tym się pławimy na co dzień. Niemalże każdy jest inteligentny, prawy – bardzo dobry człowiek, choć to tylko sąsiad, którego spotykamy jedynie w specyficznych sytuacjach.

Co więcej, w książkach naukowych przeczytamy, że człowiek jest istotą rozumną, w CKGZ (Czerwona Księga Gatunków Zagrożonych) zaklasyfikowaną jako gatunek najmniejszej troski, czyli niezagrożony wyginięciem. Z drugą częścią nie sposób się nie zgodzić – to nasz największy atut. Co do pierwszej można mieć sporo wątpliwości. Nawet osoby powszechnie uznawane za geniuszy są raczej zgodne co do tego, że ludzka głupota nie zna granic. Natomiast określenie człowiek rozumny odnosi się do tego, że mamy niebywały potencjał. Ten z kolei należy rozumieć na dwa sposoby – możemy być i Einsteinem, i… Homerem Simpsonem.

Homer

Homer Simpson w naszym społeczeństwie występuje w każdej formie – może przybrać wygląd kobiety. Młodej i ponętnej, jak i „starej raszpli”. Faceta w każdym wieku, z każdą ilością włosów na głowie i o każdej posturze. Choć tutaj można niektóre typy faworyzować. Według statusu społecznego nie ma też co szufladkować. Przeciętny Homer Simpson-Kowalski może mieć „gruby” portfel, w którym się przelewa od „zielonych”, ale też i taki, w którym świeci pustkami. Łączy ich jedno – są chętni do eksponowania deficytu szarych komórek niezależnie od sytuacji. Czy z dzieckiem na pokładzie, czy z drugą połówką…

Wachlarz dziwnych zachowań na naszych drogach jest liczniejszy od liczby pryszczy na twarzy nastolatka. Podobać się może dosłownie wszystko – począwszy od jazdy na rondzie, czyli na przykład używania zewnętrznego pasa w celu zawrócenia czy też wyjechania trzecim zjazdem! Bądź też jazda na wprost przez rondo, zamiast po łuku, co się wiąże z koniecznością korzystania z obu pasów ruchu. Jest to ochoczo wykonywany manewr bez względu na to czy ktoś jedzie obok, czy też nie…

Niewyjaśnionym fenomenem jest niechęć do jazdy prawym pasem, szczególnie na 3-pasmowej drodze. Słowo-klucz do tej zagadki to „prestiż”. Otóż, najprawdopodobniej, dla przeciętnego Simpsona-Kowalskiego skrajny lewy pas jest bardziej prestiżowy od środkowego, a ten ostatni w gradacji uplasowany jest wyżej niż skrajny prawy! Formalnie lewy pas służy do wyprzedzania, choć wedle kodeksu ruchu drogowego to się nieco inaczej ma w mieście niż na trasie. Teoretycznie więc „zawalidroga” ma prawo wlec się lewym pasem w terenie zabudowanym, ale na szczęście obywatelski obowiązek każe takich potępiać, zniechęcając do kontynuacji tego typu „występków”.

Anarchiści!

Z kolei jeśli chodzi o jazdę na skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną, Simpsonowie-Kowalscy ze stowarzyszenia anarchistów, lubują się w przejeżdżaniu na czerwonym świetle. Często jest tak, że my przejedziemy na żółtym świetle tak jak to należy uczynić w przypadku konieczności nagłego hamowania w celu zatrzymania się.  Wszystko po to żeby za nami przemknęły dwa samochody. Człowiek zdąży sobie pomyśleć „co za debile”, kiedy to nasz sznur „anarchistów” zdecydują się zamknąć jeszcze dwaj inni kierowcy. W sumie to nie takie głupie w kontekście działań polskiej drogówki. W końcu lepiej przejechać na czerwonym świetle niż przyspieszyć przed sygnalizacją świetlną, widząc zielone. Policjanta nie interesowałoby to, że chcieliśmy zwolnić tuż przed wjechaniem na skrzyżowanie – w końcu powszechnie wiadomo, że tylko nadmierna prędkość zabija! Bezpieczniej dla portfela, niebezpieczniej dla ruchu drogowego – to nasz wybór! Jako częściowo Einsteinowy naród, udaje nam się dumnie przechytrzać policjantów na tej płaszczyźnie.

Innym powszechnym zachowaniem jest wjeżdżanie na skrzyżowanie mimo niemożności opuszczenia go. Rzekomo oszczędność czasu… czyimś kosztem, czyli tak jak „rzecze” nieoficjalny kodeks Simpsona-Kowalskiego. A i tak w 90% sytuacjach wyjdzie na to, że osoba, która postąpiła poprawnie, nie wjeżdżając na skrzyżowanie, znajdzie się może dwa samochody za plecami tego, który pokwapił się o ten „występek”! Inną kwestią jest to, że najczęściej pozostali użytkownicy dróg nawet nie śmią okazać swojego oburzenia, pasywnie stojąc bez trąbienia. Wszystko wszem wobec akceptowane – taki już urok!

Jak już uda nam się przejechać przez to niefortunne skrzyżowanie, może wystąpić przymus nagłego hamowania spowodowany przez poprzedzające nas samochody. Pomoże nam to uniknąć stłuczki, ale z kolei narazi na pretensje ze strony osoby jadącej za nami! Niektórzy monopolowo roszczą sobie prawo do nagłego hamowania – brakuje im jakiejkolwiek wyobraźni, trzech sekund refleksji! Jadąc w sznurze samochodów, to co przyjdzie nam zrobić jest uzależnione od samochodów jadących przed nami! To bardziej oczywiste niż to, że krzyżówka mrówki ze słoniem ma zerowe szanse na powodzenie.

Strefa pt. „D-40”

Nieznajomość przepisów kodeksu ruchu drogowego jest tym co cechuje statystycznego Homera. Nierzadko ma miejsce intrygująca wymiana zdań „Pan nie ma pierwszeństwa”, „Ale ja jestem z prawej strony!”, „Przy wyjeździe ze strefy zamieszkania (znak D-40) należy ustąpić pierwszeństwa każdemu”, „Jestem z Twojej prawej!!!!”. No tak, w końcu nasz kraj jest krajem katolickim, a jak na tę religię przystało, przyświeca nam ubóstwo. Szkoda, że głównie to intelektualne.

Samochód to również świetne narzędzie do blokowania przejścia dla pieszych, bo po co się zatrzymywać przed nimi? Tak samo nie ma co używać kierunkowskazów, w końcu to wcale nie upłynnia ruchu! Będąc na drodze podporządkowanej w ogóle nam nie pomoże zasygnalizowanie przez jedyny samochód poruszający się na horyzoncie tego, że zamierza skręcić w naszą drogę. A jakby jechał na wprost na wielopasmowej drodze gdzie my mielibyśmy nakaz skrętu w prawo, to jest małe prawdopodobieństwo by przeciętny kierowca raczył nam ułatwić włączenie się do ruchu poprzez zmianę pasa! Już nie mówiąc o tym, że kierunkowskazy mogą przeszkodzić – wystarczy zasygnalizować chęć zmiany pasa i z ogromu miejsca, które zostawił przed sobą kierowca na sąsiednim pasie, nagle zrobi się niewystarczająco, ot taka polska życzliwość!

W trasie…

Jednak adepci bezmyślności nawet jeszcze bardziej brylują na drogach pozamiejskich – to ich istne „El Dorado”! Ścinanie zakrętów cieszy się bardzo dużą popularnością. Na szczęście wyprzedzanie przed górką i tuż przed zakrętem to relatywna rzadkość. Poza miastem jest mało osób, które poskąpiłoby życzliwości – ochoczo raczą przyspieszyć jak już ich dogonimy, po to by nam nie było zbyt łatwo! Co z tego, że im szybszy manewr wyprzedzania, tym bezpieczniejszy? I to dla obu kierowców! Choć fenomenem jest niekorzystanie z pobocza mimo ułatwień z jakimi to się wiąże! Przecież to wzmaga nie tylko ogólne bezpieczeństwo na drodze, ale również i własne. Konkurs wygrywają ci, którzy skorzystają z tego, że ktoś im zjedzie, a sami już innym pożałują, nie wiadomo czego, na taki manewr.

Na wielopasmowych drogach jednokierunkowych znajdzie się wiele takich osób, które sprowokują do wyprzedzania prawym pasem, nierzadko kiedy dookoła jest kompletnie pusto po horyzont. Prawo w takiej sytuacji jest po naszej stronie, nawet jeśli jedziemy autostradą. Całe szczęście… bo u nas „zawalanie” lewego pasa jest aż nadto nagminne.

A na koniec dwa najgorsze grzechy… Po pierwsze chodzi o pieszych i rowerzystów, którzy nie pomyślą o tym żeby przy pełni księżyca zadbać o jakiekolwiek oświetlenie czy też odblaski. Zabije się durnego jaskiniowca, dostając karę więzienia jak za człowieka. Nie wspominając o wyroku jakim jest zmaganie się z tym traumatycznym przeżyciem. Po drugie, pijani kierowcy – i tu już niczego nie trzeba dopowiadać.

Wychodzi na to, że Homer Simpson odniósł triumf nad Albertem Einsteinem. W końcu naszą nadrzędną funkcją jest przedłużenie gatunku! Można więc rzec, że sukcesem współczesnego człowieka jest dominacja płodności formalnej nad tą intelektualną! Zupełnie tak jak siły nad argumentem „słowa” – zresztą nawet i do tego są skłonni niektórzy kierowcy, tylko po to by bronić swojego ego albo raczej tych chorych „racji”.

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *